Kij w mrowisko: iTunes, czyli droga przez mękę

W zeszłe święta, ślęcząc nad talerzem sałatki, popełniłem tekst o Spartakusie, zaczynając cykl „Ikony designu”. W tym roku, z podobnych powodów, postanowiłem wydusić z siebie utwór (właściwie rozdzierający lament) poświęcony znienawidzonej przeze mnie aplikacji o nazwie iTunes. I jednocześnie rozpoczynam nowy cykl: Kij w mrowisko. O czym będzie – tego chyba nie trzeba wyjaśniać :)
Miłe złego początki

Kiedy używałem pierwszej wersji iTunes, (a było to chyba jeszcze w Mac OS 8), byłem zachwycony. Ładny program, z fajnymi wizualizacjami, bardzo „user friendly”, z genialnie prostą funkcją przerabiania muzyki z CD na mp3. Z czasem dokładano do niego coraz więcej opcji, pojawiły się przecież nowsze wersje iPoda, które były w stanie wyświetlać np. zdjęcia – trzeba było zatem jakoś je z kompa przekopiować. Swego czasu popełniłem nawet tekst na ten temat (tutaj). Wszystko to było jeszcze do zniesienia, do czasu, gdy na rynek wszedł iPhone. Produkt ten nie tylko rozwalił ówczesną koncepcję telefonu komórkowego i sprawił, że Apple stało się najbogatszą firmą na świecie. Spowodował też, że iTunes, przypomnijmy – program do muzyki – stał się kombajnem o absurdalnej liczbie opcji, niejasnym i popieprzonym jak przysłowiowe sanki w maju. Jestem pewien, że obsługiwanie go przez cały dzień byłoby większą torturą dla więźniów z Guantanamo, niż wysłuchiwanie piosenki z „Ulicy Sezamkowej” na full (tak, były takie praktyki…)

iLeż można

Nie wiem jak to się dzieje, że ktokolwiek, kto używał w przeszłości telefonu typu Nokia, czy jakiegoś Androida, jest w stanie przesiąść się na iPhone i używać go z iTunes. W imię designu można zgodzić się na pewne kompromisy, ale iTunes? Są granice!
Każda nowa wersja tego programu jest gorsza od poprzedniej, chociaż normalnemu człowiekowi wydaje się, że to niemożliwe.
Czy komuś w dziale projektowym Apple nie przyszło nigdy do głowy, że program z ikoną nutki i nazwą jak wyżej, nie powinien służyć do robienia backupu wszystkich iUrządzeń? Że na elektroniczne wersje książek powinno być jakieś inne miejsce w komputerze? I przy okazji – że iTunes Producer to w sumie nie jest najszczęśliwsza nazwa dla programu, który uploaduje apki i ebooki do sklepu Apple (o tym napiszę w kolejnym poście z cyklu Kwm).

Dlaczego nienawidzę iTunes

Kto wpadł na pomysł, żeby dany iPad czy iPhone mogł być zsynchronizowany tylko z jednym komputerem, z jednym Ajtunsem i żeby nie dało się z niego po ludzku zgrać kawałków skopiowanych na legalu z własnej płyty?

Kto wymyślił (w jednej z poprzednich odsłon) żeby ukryć jedyny sensowny sposób na nawigację w tym programie, jakim jest pasek boczny?

Po co zmieniono skrót klawiszowy do korektora?

Czy ktoś wie, jak można przewinąć utwór o kilka sekund za pomocą klawiszy (standardem w cywilizowanym świecie są klawisze kursora lewo/prawo)?

Co za geniusz wypadł na to, żeby ikona powtarzania utworu (w wersji 12) pojawiała się tylko wtedy, jeżeli włączy się ją za pomocą prawego klawisza na ikonie „pomieszaj utwory”?

Jakiż to orzeł postanowił zorganizować kopiowanie plików z iTunes na iUrządzenia tak, że za każdym razem muszą się one synchronizować, co trwa kilka razy dłużej niż zwykłe kopiowanie?

Dlaczego, gdy, jak to się szumnie nazywa, ręcznie zarządzam utworami kopiowanymi do iPhone’a czy iPada, udaje mi się je przegrać za drugim, a czasem dopiero za trzecim razem?

A kto z Was w ogóle używa kolejkowania utworów w iTunes?

Wyszukiwanie piosenek, jedna z prostszych i fajniejszych opcji w tym programie, też zmieniła się przez lata i oczywiście jest dziś odpowiednio pogmatwana.

A wyrzucenie utworu z biblioteki, które wymaga użycia kilku tajnych klawiszy, inaczej usuwa się kawałek tylko z playlisty?

Albo czy ktoś zna jakiś sensowny sposób powrotu z okna miniplayera do zwykłego okna iTunes, oprócz skrótu Cmd+1?

Dlaczego gdy w Mac OS X uruchomiony jest wygaszacz ekranu „Grafika iTunes” z okładkami płyt, tworzy z niego nową listę utworów o nazwie „Wygaszacz ekranu – okładki z iTunes”?

Dobrze, że przez te wszystkie lata nie udało się nikomu w Apple usunąć skrótu Jabłko+L, i funkcji „pokaż na liście utworów”, dzięki którym jeszcze jestem w stanie jakoś poruszać się w tym programie… I przy okazji – odnalezienie miejsca w iTunes Store, gdzie mam zaznaczone subskrypcje gazet w wersji na iPada, to była prawdziwa, pełna ostrych zakrętów i mielizn surwiwalowa przygoda w świecie informatyki.

A zatem, czy są na pokładzie fani iTunes i chcieliby, za pomocą komentarzy, przekonać mnie, że program jest świetny i że jestem starym dziadem aka nieograrem? :)

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestShare on LinkedInShare on Tumblr
Kategoria: Kij w mrowisko, Mac OS 9, Mac OS X, Na luzie, Odtwarzanie video oraz tagi: , , .

2 – liczba komentarzy

  1. Zgadzam się z Autorem. iT jest z wersji na wersję coraz gorszy w obsłudze. Choć z pewnością przebija go Muzyka na iPhona – ciągle nie wiem jaki efekt wywoła dana operacja i poruszam się po nim metodą prób i błedów.
    Szkoda….

  2. Ja zaliczam siebie, jak najbardziej, do fanów iTunes. Tak, ten program wyposażony jest w mnóstwo opcji, niepotrzebnych. Nie korzystam z nich po prostu. Po sprawie. Synchronizacja z urządzeniami iOS. W XXI wieku? W czasach chmury, Spotify i Netflixa? Nie dziękuję. Program robi to, czego od niego oczekuje…Owszem, chciałbym aby Apple zrobiło porządek z pozostałościami zeszłej epoki typu obsługa iPoda. Powinni wyodrębnić podobne funkcje do oddzielnych aplikacji, a w iTunes zostawić tylko obsługę muzyki…Ale ten program nie jest aż taki zły jak go malują, bez przesady :P

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *